Wpisz adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywac informacje dotyczace zlotow, imprez, naszej motorowej spolecznosci
Zapisz: Wypisz:

GALERIA z pielgrzymki do Wilna



Wyjazd do Wilna- było cudownie!


Uczestnicy pielgrzymki do Wilna, wrócili szczęśliwie do domu pełni miłych wrażeń...
Wkrótce więcej informacji oraz zdjęcia w galerii.
Piszą o wyjezdzie naszych motocyklistów dużo:
http://www.kurier.zicom.pl/wyjazdDoWilna Kurier Dąbrowski
http://www.lrytas.lt/wuju
http://www.delfi.lt/news/daily

Z pozdrowieniami
Ekipa   www.moto-friends-mala.pl

Felieton uczestnika wyjazdu do Wilna

To co mogłbym napisac o tej wyprawie.....
W zasadzie nie wiem od czego zaczac wiec zaczne od poczatku.....
Wuju przeslal informacje, ze jest taki wyjazd organizowany. Od razu zareagowałem bo dalekie podróże były moim marzeniem.
Na początku, jak zapisałem się patrzylem na ten wyjazd tylko pod kątem wycieczki . Dopiero pozniej dojrzewala mysl ze jest to pielgrzymka pojednania, pielgrzymka sladami Jana Pawla II.

Zaczolem sie do niej przygotowywac czyli nowe opony, gasnica motocyklowa strój przeciwdeszczowy itd., ale najwazniejsze to byla mysl "Po co ja tam wlasciwie jadę" hmmm duzo na tym rozmyslalem.
Wiedzialem, czulem ze bedzie to wyjazd wyjatkowy ale nie wiedzialem ze az tak bardzo. Ze bedzie to wyjazd, ktory moze w jakis sposob zmienic moje zycie, moje patrzenie na zycie.
W kazdym badz razie motocykl przygotowany , adrenalina im blizej wyjazdu tym byla coraz wieksza . Coraz wiecej pytan pojawialo sie w mojej glowie . Znajomi, rodzina mowili ze jestem szalony ze to niebezpieczne. Ale ja wiedzialem ze musze byc na tej Litwie.
Dzien przed wyjazdem spontanicznie kupilem pierscionek zareczynowy (dla mojej wspanialej kobiety) - czulem ze musze to zrobic, ze musze sie jej oswiadczyc chodziaz nie wiedzialem jak zareaguje. Chcialem zeby ta chwila byla wyjatkowa.

Piątek godz 4:00
Pobutka no i w droge. Do Wasilkowa dojechalismy bez zadnych problemow chociaz zimno troche bylo ale dalismy rade. Ciepla czekolada na stacji beznynowej pobudzila nasze krazenie.
Dojechalismy do Wasilkowa no i po zakwaterowaniu i jedzeniu dostalismy od Wuja po krzyzyku aby napisac tam co sie chce.
Ja napisalem hmmmm pozostawie to dla siebie bo sie nie spełni :) "Timi" - moja partnerka motocyklowa nie wiem co napisala.
Jak dostalismy te krzyze to az ciarki przeszly po plecach to tak jakby jakas sila z nami jechala .

Sobota
Podzieleni na grupy wyjechalismy do Wilna. Przyznam, ze bylem coraz bardziej zdenerwowany bo tak..., jechalem do nieznanego kraju, w kurtce na sercu pierscionek zareczynowy, w plecaku krzyzyki.
Wiedzialem, czulem ze mamy jakas misje do spelnienia. Jakkolwiek by ona sie zakonczyla wiedzialem ze musimy tam byc.
Na Litwie zatrzymalismy sie TROKACH. Wjechalismy na parking no i znajomy Jarek z drugiego konca parkingu krzyknal: "Mariusz spotykamy sie 14:45". Popatrzylem na zegarek - byla 13.
Poszlismy sobie zwiedzac . Bylo tak super ze zapomnielismy o wszystkim a przedewszystkim, ze nalezy przestawic zegarek o godzine do przodu.
Wracamy na parking a tam nikogo nie ma oprucz jednego wysokiego z dlugimi siwymi wlosami pana w zoltej kamizelce. Pomyslalem hmmmm - no ale okazalo sie, ze on czekal na nas. To byl moj pierwszy kontakt z Litwinem- pomogl nam.
Zaprowadzil nas do grupy gdzie poszlismy nad pomnik Jozefa Piulsudskiego .
Mi i Timei utkwil w pamieci ten mlody chlopak -litwin, ktory z serca opowiadal o tym pomniku. Szkoda, ze bylo malo czasu i nie moglismy do konca go wysluchac. W kazdym razie serdecznie go pozdrawiamy i dziekujemy.

Gdy jechalismy na ostra brame ciarki szly po plecach, adrenalina siegala zenitu, a lza w oku sie krecila. Nie wiem czemu ale tak bylo.
Rozpoczela sie Msza swieta, stalismy miedzy motorami, wspolnie modlilismy sie z Litwinami.
Patrzylismy sobie w oczy i usmiechalismy sie do siebie. To bylo naprawde cos wspanialego - to bylo "POJEDNANIE"

Nagle dostalem impuls, tak jakby sygnal z gory mi powiedzial: "Mariusz teraz " podczas mszy miedzy motorami padlem na kolana prosząc ja o reke- Timi oczywiscie. Ona padla na kolana za mna i odpowiedziala "OK" :) Jak juz konczyla sie msza swieta to już byliśmy zaręczeni.

Przejazd przez ostra brame, poswiecenie i wyjazd do domu polskiego. No i ten koncert co dziewczyna wokalistka spiewala byl super - bardzo nam sie podobał i chcielibysmy mieć jej plyte . Mamy tylko nakrecony jeden numer w aparacie. Moja obecna narzeczona caly czas go nuci .
Drugi koncert tez byl bardzo dobry - chociaz nie moj gust
Po imprezie integracyjnej gdzie bylo duzo fajnego jedzenia udalismy sie na nocleg do Hotelu.

Niedziela
Wstajemy rano, patrze do okna i mowie : "Timi pada strasznie" ona strach w oczach. Wychodze na korytarz i slysze osoby ktore mowia "Pada nie jedzmy" ale ja tu nie po to przyjechalem zeby nie jechac. Musze tam pojechac i zostawic nasze krzyze mysle sobie.
Szybkie pakowanie, sniadanie, no i wyjazd do motorow. Wszystko zmoczone deszcz pada corac bardziej.
Coraz wiecej watpliwosci wsrod uczesnikow. Narzeczona Timi coraz bardziej mysli aby nie jechac.
Wuju zorganizowal narade na parkingu. Tlumaczyl cos ludziom ja ich nie slyszalem.
Doszlo tylko do mnie pytanie czy jedziemy, od razu na tylach powiedzialem ze jedziemy. Po czym sie oddalilem aby ubrac stroj przeciwdeszczowy.
Timi miala dalej watpliwosci az sama mysl mnie ogarnela ze moze az tak nie ryzykowac. Ale mysl o krzyżu dala mi sily "Przecież Bog nie dopusci aby nam cos sie stalo - za duzo nas jest :))))" Podszedl do mnie jeden z uczestnikow wyprawy i powiedzial:
- Jedziesz ? - odpowiedzalem: Jade
po czym pocałował swoj krzyżyk i powiedział zebym go zostawił tam.
Dało mi to jeszcze wiecej sily aby jechac. Odpalilem maszyne, narzeczona Timi :) siadla na tyly, ostatnie poprawki, wycieranie szybki no i w droge.
Opony byly zimne to jeszcze kilka malych poslizgow robily ale pozniej bylo OK.
Padalo, padalo i padalo, w pewnym momencie przeszedl mnie dreszcz po plecach tak jakby jakas sila mi powiedziala ze dasz rade.
To tak jakby ktos mi powiedzial "Wieziesz swoja narzeczona i przyszla zone, krzyze, swoje i cudze - nie poddawaj sie"
Wtedy zaczolem sie modlic o to aby deszcz przestal padac, aby asfalt byl suchy.
Lza w oku sie zakrecila w tym momencie Timi sie przytulila i poklepala po plecach. Jakby wiedziala ale skad taka reakcja. Ok nie pytalem bo przez kask, kominiarke ciezko sie rozmawia.
Dojechalismy do pierwszego CPN. Pogoda zaczela sie poprawiac :))))
Dojechalismy na Gore Krzyzy, modlitwa wspolna, wbicie krzyza motocyklistow i czas na indywidualne poszukiwania wlasnego miejsca podnosily astmosfere, sprawialy ze byla wyniosla, wazna.
Na gorze krzyzy poznalismy Litwinow - mlodych ludzi, nie pamietam jak sie nazywali ale byl chlopak z dziewczyna i byli na suzuki a na drugim motorze byla sama dziewczyna. Gorace pozdrowienia dla nich :)))

Pozniej cieply posilek w sympatycznym miejscu gdzie byl stawek, zielona trawa, cisza spokoj .
No i powrot :(( do domu, ale jeszcze byly chwile mile spedzone bo jechalismy petla po Litwie.
Na postojach rozmawialismy z Litwinami , ktorzy byli przesympatyczni dla nas.

Bardzo ciezko jest pisac w kilku zdaniach o tak wspanialej wyprawie.
Gdyby ktos mnie zapytal abym w kilku zdaniach podsumowal wyjazd to powiedzialbym:
Jana Pawla II nie ma wsrod nas, ale z pewnoscia ma swoich ludzi miedzy nami - do tych ludzi zaliczylbym WUJA Ks Romana Jurczaka - Guru polskich motocyklistow.
Wyprawa nauczyla mnie, ze ze wszystkim mozna sobie poradzic - wystrczy tylko bardzo chciec i gleboko modlic sie do Boga.
Wrocilismy z Litwy w plecakiem pelnych wrazen, nadzieji energii, nowych litewskich znajomosci, pelni wiary.
Wiemy ze gdziekolwiek jestes cokolwiek robisz to Bog jest z Toba.
No i oczywiscie ja wróciłem z narzeczona :))))))
Coż moge wiecej chciec :))))???

Pozdrawiam serdecznie

Mariusz

  www.moto-friends-mala.pl




 
GrupaML - Your Bussines Partner