WUJU
ks. Roman Jurczak - proboszcz parafii Mała- motocyklista
Wywiad z ks. Jurczakiem w Gazecie Codziennej Nowiny przeprowadził Piotr Wróbel,
Wydanie Weekednowe z 28.07.2006 r.
ks. Roman Jurczak wie gdzie leży zdechły pies.
Gdy zdejmie koloratkę i sutannę, lubi wsiąść na swój ponad 400-kilogramowy
motocykl i pojechać. Przed siebie. Wtedy czuje wszystkie zapachy świata.
Motocykle to pasja ks. Romana Jurczaka, proboszcza w Małej k. Ropczyc.
Ks. Roman Jurczak:
- Kiedy jedziesz na motocyklu, czujesz wszystkie zapachy
świata. Na trasie do Rzeszowa, wiem, gdzie jest piekarnia, gdzie dojrzewa zboże,
gdzie leży zdechły pies.
Gdy podczas rozmowy w miejscu publicznym zwracam się do niego "proszę księdza",
ludzie spoglądają z niedowierzaniem. Ksiądz? Krotko ostrzyżony, muskularny, w
podkoszulku, zna się na motocyklach...
- Parafianie nie dziwią się, że mają takiego proboszcza?
- Przyzwyczaiłem ludzi do tego, że mam różne dziwne hobby. Kiedyś miałem w domu
kilka akwariów, węża boa, żaby. Teraz hoduję niemieckie dogi, ale najważniejsze
moją są motocykle - odpowiada.
Bramy nie znalazłem...
Prawo jazdy na motocykl zrobił tuż po maturze, w 1976 roku. Potem rzucił je do
szuflady, gdzie przeleżało prawie 30 lat.
W 2005 roku przejeżdżał przez Dębicę i zobaczył na placu aprillę clasic 125.
Było to w sobotę. W poniedziałek ten motocykl stał już na jego podwórku.
- Na jedynce zrobiłem kilka okrążeń wokół kościoła. Potem włączyłem dwójkę i zacząłem
szukać bramy. Bramy nie znalazłem, ale ślady po upadku mam na ręce do dziś -
opowiada.
Żeby nie zaliczyć "dzwonu"
Jesienią ub.r. kupił w Jaśle hondę Gold Wing 1800. Wsiadł na nią w salonie i
przyjechał do Rzeszowa, żeby zagłosować. Było to akurat w dniu wyborów.
- Mój pierwszy motocykl nie był jeszcze moją pasją. Chciałem się na nim nauczyć
jeździć, chciałem przełamać strach. Honda to jest to...
Kosztuje tyle, co dwa-trzy dobre samochody. Wyciąga 250 na godzinę.
- Najszybciej jechałem na autostradzie: 180 kilometrów - przyznaje ks. Jurczak.
Największym problemem na początku jest wsiadanie i zsiadanie z motoru.
- Honda
waży 435 kilogramów. Jeśli się ją nieumiejętnie przechyli, nie ma szans, aby ją
utrzymać.
Jazda motocyklem różni się od jazdy samochodem.
- Kierowca samochodu może jechać
jak automat. A przy tym rozmyślać o różnych sprawach. Jadąc na motocyklu, cały
czas trzeba kontrolować pojazd i trasę. Inaczej - bardziej niebezpiecznie -
wygląda przecież hamowanie, na zakrętach trzeba umiejętnie pochylić maszynę. -
Jeśli się tego dobrze nie zrobi, można zaliczyć - jak to określają motocykliści
- "dzwon", czyli rów.
No i te zapachy! W samochodzie ich się nie odczuwa.
- Ja, na trasie do Rzeszowa,
znam wszystkie zapachy. Wiem, gdzie jest piekarnia, gdzie dojrzewa zboże, a
nawet - gdzie leży zdechły pies.
Jak ocenia kulturę polskich kierowców?
Kierowcy samochodów osobowych chętnie
przepuszczają, robiąc wolne miejsce na swoim pasie. Kierowcy tirów przeciwnie;
zajeżdżają drogę. Dlaczego? - Pewnie taki kierowca myśli, że jeżeli jest duży i
długi, to jest ważny...
To nie rozrabiacy
Parafianie zaakceptowali jego hobby.
- Z własnej inicjatywy zorganizowałem u
siebie rozpoczęcie sezonu. Do Małej przyjechało 160 kierowców. Ubrani w skóry,
czarne buty. Ludzie zobaczyli jednak, że to nie żadni rozrabiacy, ale poważni
ludzie, którzy mają osobliwe hobby.
Od 1 kwietnia ks. Jurczak pokonał na swoim motocyklu już kilkanaście tysięcy
kilometrów (samochód stoi w garażu tak długo, że wysiadł w nim akumulator).
Zwiedził m.in. Rumunię i Bułgarię. W Rumunii widział poświecenie samochodu. -
Duchowny chodził wokół z kadzidłem. W samochodzie otwarte były drzwi i okna, a
także nawet klapy od bagażnika i silnika - opowiada. - Ale samo poświęcenie
pojazdu to za mało. Bo to nie motocykl czy samochód jest winny, że doszło do
wypadku. Winny jest kierowca.
Grzechy drogowe
Przekroczenie linii ciągłej, wyprzedzanie na trzeciego, jazda po pijanemu
- To
grzech! - ostrzega ks. Jurczak.
Pytany, który z "grzechów drogowych" jest większy, a który mniejszej rangi,
odpowiada:
- To zależy od sytuacji. To jak z kradzieżą. Gdy ktoś ukradnie kurę
farmerowi, który tych kur ma tysiąc, szkoda jest inna. A inna jest, gdy ktoś
ukradnie dwie kury gospodarzowi, który ma... tylko dwie kury.
Jak to przełożyć na "grzechy drogowe"?
Co innego, jeśli ktoś przekroczy linię
ciągłą na pustej drodze, a co innego, jeśli wyprzedza na trzeciego, omijanym
samochodom łamie lusterka, ale na nic nie zważa i jedzie dalej. Bo mu się
spieszy.
- Niektórzy sądzą, że jeżeli poświęcili samochód, to i oni są jakby
"poświęceni".
Wtedy jeżdżą jak chcą w przekonaniu, że im się nic nie stanie. Poświęcenie auta,
różaniec czy wizerunek św. Krzysztofa nie po tą są, aby dawać poczucie
bezkarności. Chodzi o to, żeby spojrzeć na ten różaniec i pomyśleć. I zdjąć nogę
z gazu. To kwestia moralności. Narażanie swojego życia, życia pasażerów i innych
osób na drodze to łamanie V przykazania - nie zabijaj!
Zbyt "wyluzowani"
Ks. Jurczak przyznaje, że niektórzy spowiadają się z grzechów popełnianych na
drodze. Do jazdy po pijanemu przyznają się zwłaszcza starsi mężczyźni. - Ale
patrząc na skalę problemu, takich osób jest stosunkowo niewiele.
Dlaczego? - Skoro stajemy się coraz mniej odpowiedzialni i "wyluzowani" w życiu,
bardziej "wyluzowani" jesteśmy też na drodze. No i kwestia nieskuteczności kar.
Co z tego, że mówi się o odbieraniu samochodów pijanym kierowcom, skoro się tego
nie robi.
Czy ksiądz ma pomysł na pijanych kierowców? - Drukować zdjęcia w prasie, a może
nie stopniować skali alkoholu we krwi, ale wprowadzić zapis, który jest w
Rumunii; kierowca ma mieć zero alkoholu we krwi...
Potrzebny zdrowy rozsądek
- Ksiądz nigdy nie przekroczył prędkości?
- Każdemu się zdarzyło. Bo też do pewnych przepisów trzeba podchodzić ze zdrowym
rozsądkiem. Jeśli droga jest wolna, wokół tylko pola, to trudno cały czas jechać
pięćdziesiątką.
Pytany, czy nie obawia się, że ktoś może pokusić się o jego hondę stojąca na
parkingu, odpowiada:
- A kto poradzi sobie z takim kolosem. Co, weźmie hondę na
plecy i ucieknie?